Nie chodzi oczywiście o metalowy element, który „rozpoznaje” zagrożenie niczym żywy organizm. Chodzi o rozwiązanie, które jeszcze kilkanaście lat temu mogło wydawać się bardzo odległe: powierzchnię implantu zaprojektowaną tak, aby uwalniała substancje aktywne dokładnie tam, gdzie są najbardziej potrzebne.