Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył pierwszą karę za domowy monitoring. Kamery rejestrowały obraz i dźwięk nie tylko na terenie prywatnej nieruchomości, ale także monitorowały obszar poza nią. Właściciel, który nie zastosował się do nakazu demontażu lub zmiany ustawień urządzeń, musi teraz zapłacić ponad 26 tysięcy złotych.
Nagrywał sąsiadów, teraz musi srogo zapłacić. Pierwsza taka kara

W sprawie chodzi o przypadek osoby, która nie zastosowała się do nakazu "zaprzestania przetwarzania danych osobowych dzięki monitoringu wizyjnego".
Kamery, które zamontowała, rejestrowały obraz i dźwięk przez całą dobę. Problemem było to, iż urządzenia monitorowały nie tylko sytuację na prywatnej posesji, ale także obszar poza nią - drogę publiczną i sąsiednie nieruchomości.
ZOBACZ: Zarabiali na Polakach szukających pracy. UOKiK srogo ich ukarał
Na sytuację skarżyli się sąsiedzi, którzy ze swoim problemem zgłosili się do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Prezes UODO po przeanalizowaniu sprawy nakazał "zaprzestania przetwarzania danych osobowych skarżących dzięki monitoringu wizyjnego - w zakresie wizerunku oraz głosu, obejmującego swym zasięgiem drogę publiczną oraz nieruchomości skarżących - wobec braku podstawy prawnej dla tego przetwarzania".
Musi zapłacić krocie. Surowa kara dla właściciela domowego monitoringu
Jak tłumaczy UODO w środowym komunikacie, "ignorowanie nakazu organu nadzorczego może słono kosztować". Nie inaczej jest również w tym przypadku. Osoba, która zamontowała kamery i nie zdecydowała się na ich demontaż lub zmianę ustawień w wyznaczonym terminie, musi teraz zapłacić ponad 26 tysięcy złotych.
Jest to pierwsza kara Prezesa UODO związana z prywatnym monitoringiem. Jak czytamy, właściciel monitoringu "nie wniósł skargi na decyzję Prezesa UODO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie", w związku z czym decyzja stała się prawomocna.
ZOBACZ: Znani influencerzy pod lupą UOKiK. Grożą im wysokie kary
"Nie wykonał też decyzji organu nadzorczego, pomimo upomnienia ze strony UODO. Pisma z urzędu nie były odbierane i po dwukrotnej awizacji (...) zostały uznane za doręczone adresatowi" - wskazuje UODO.
Monitoring obejmował obszar poza posesją. Sąsiedzi czuli się obserwowani
Urząd wyjaśnia, iż w przypadku tej sprawy sąsiedzi mieli "poczucie ciągłej obserwacji i nadzorowania ich życia prywatnego wraz z danymi o ich lokalizacji". "Administrator przetwarza ich wizerunek oraz głos w miejscach codziennego ich przebywania i poruszania się w związku z normalnym korzystaniem z drogi publicznej" - czytamy.
UODO wskazuje, że właściciel monitoringu nie miał takiego prawa, aby "monitorować te obszary dzięki tak inwazyjnej metody, jaką jest stałe monitorowanie i przetwarzanie danych osobowych osób, które tam przebywają - w każdej sytuacji i każdego dnia".
ZOBACZ: Zabawki pod lupą UOKiK. W jednej normy przekroczone 200 razy
Kara za nieprzestrzeganie nakazu orzeczonego przez organ nadzorczy może wynieść maksymalnie 20 milionów euro. W tym przypadku opiewa ona na 26 711 złotych. "Uchylanie się od jej zapłaty będzie skutkowało tym, iż egzekucją należności zajmie się Urząd Skarbowy, który może w tym celu zająć wynagrodzenie, rachunki bankowe oraz wszelkie składniki majątku, jakim dysponuje taka osoba" - ostrzega urząd.


5 godzin temu




