Czy internetowy ekspert odpowiada za swoje porady? Gdzie kończy się opinia, a zaczyna odpowiedzialność prawna

10 godzin temu
Zdjęcie: Czy internetowy ekspert odpowiada za swoje porady? Gdzie kończy się opinia, a zaczyna odpowiedzialność prawna


Czy internetowy ekspert odpowiada za swoje porady? Gdzie kończy się opinia, a zaczyna odpowiedzialność prawna Media społecznościowe sprawiły, iż ekspertem może stać się praktycznie każdy. Wystarczy telefon, dostęp do internetu i umiejętność zainteresowania odbiorców. Każdego dnia użytkownicy TikToka, Instagrama, YouTube czy LinkedIna publikują tysiące materiałów zawierających porady prawne, finansowe, medyczne, podatkowe, inwestycyjne czy psychologiczne. Część z nich przygotowywana jest przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje zawodowe. Coraz częściej jednak autorzy takich treści nie ukrywają, iż są przede wszystkim twórcami internetowymi, a nie specjalistami w danej dziedzinie.Powstaje zatem pytanie, które będzie zyskiwało na znaczeniu wraz z dalszym rozwojem mediów społecznościowych – czy osoba publikująca internetowe porady ponosi odpowiedzialność za ich skutki?Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Polskie prawo nie zawiera przepisu, który wprost regulowałby odpowiedzialność „internetowego eksperta”. Nie oznacza to jednak, iż publikowanie błędnych lub wprowadzających w błąd porad pozostaje poza zakresem odpowiedzialności prawnej.Punktem wyjścia pozostaje podstawowa zasada prawa cywilnego wyrażona w art. 415 Kodeksu cywilnego. Kto z własnej winy wyrządza drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Przepis ten ma charakter ogólny, ale jego znaczenie w środowisku cyfrowym jest coraz większe. o ile określona osoba, przedstawiając się jako ekspert, formułuje kategoryczne zalecenia, a odbiorca – działając w zaufaniu do ich treści – ponosi wymierną szkodę, nie można z góry wykluczyć odpowiedzialności odszkodowawczej. Oczywiście w każdym przypadku konieczne będzie wykazanie wszystkich przesłanek odpowiedzialności, w tym bezprawności działania, winy, szkody oraz adekwatnego związku przyczynowego. Sam fakt opublikowania błędnej informacji nie oznacza jeszcze automatycznie obowiązku zapłaty odszkodowania.Znaczenie ma również sposób prezentowania treści. Czym innym jest wyrażenie własnej opinii lub przedstawienie ogólnych informacji edukacyjnych, a czym innym udzielanie konkretnych instrukcji odnoszących się do indywidualnej sytuacji odbiorcy. Im bardziej stanowczy charakter mają publikowane rekomendacje i im silniej autor buduje wrażenie profesjonalnego doradztwa, tym większe może być ryzyko przypisania mu odpowiedzialności.Szczególne znaczenie ma to w zawodach zaufania publicznego. Radca prawny, adwokat, lekarz, doradca podatkowy czy architekt podlegają nie tylko przepisom powszechnie obowiązującego prawa, ale również regulacjom etycznym adekwatnym dla wykonywanego zawodu. Publiczne udzielanie porad za pośrednictwem mediów społecznościowych nie zwalnia z obowiązku zachowania należytej staranności ani z odpowiedzialności zawodowej. Wręcz przeciwnie – internet stał się dziś jednym z podstawowych miejsc budowania zaufania do przedstawicieli tych profesji.Nie można również pomijać przepisów dotyczących ochrony konsumentów. o ile internetowy ekspert prowadzi działalność gospodarczą i wykorzystuje publikowane treści do sprzedaży własnych usług lub produktów, sposób prezentowania informacji może podlegać ocenie również z punktu widzenia ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Twierdzenia o gwarantowanej skuteczności określonej metody, pewnym wyniku inwestycji czy stuprocentowej efektywności produktu mogą w określonych okolicznościach zostać uznane za wprowadzające konsumentów w błąd.Coraz większego znaczenia nabiera także odpowiedzialność za rekomendacje finansowe publikowane w internecie. Granica pomiędzy ogólnym komentarzem dotyczącym rynku a faktycznym nakłanianiem do określonych decyzji inwestycyjnych bywa niezwykle cienka. Wraz z popularyzacją mediów społecznościowych wzrasta również liczba osób podejmujących decyzje finansowe wyłącznie na podstawie materiałów publikowanych przez internetowych twórców. Z prawnego punktu widzenia nie zawsze pozostaje to bez znaczenia.W praktyce często pojawia się przekonanie, iż wystarczy zamieścić pod materiałem krótkie zastrzeżenie w rodzaju „to nie jest porada prawna”, „materiał ma charakter edukacyjny” albo „nie ponoszę odpowiedzialności za decyzje odbiorców”. Takie klauzule mogą mieć określone znaczenie interpretacyjne, ale nie działają automatycznie. Nie są swoistym „wyłączeniem odpowiedzialności”. o ile całokształt przekazu prowadzi odbiorcę do przekonania, iż otrzymuje profesjonalną rekomendację, sam disclaimer nie musi okazać się wystarczający.Rosnące znaczenie sztucznej inteligencji dodatkowo komplikuje sytuację. Coraz więcej twórców wykorzystuje narzędzia AI do przygotowywania publikowanych materiałów. Nie zmienia to jednak podstawowej zasady odpowiedzialności. To człowiek decyduje o opublikowaniu treści i to on odpowiada za jej zgodność z prawem. Fakt, iż tekst został wygenerowany przez algorytm, nie zwalnia autora z obowiązku weryfikacji jego rzetelności ani z odpowiedzialności za ewentualne skutki publikacji.Nie oznacza to oczywiście, iż każdy internetowy ekspert powinien obawiać się odpowiedzialności za każdą wypowiedź. Swoboda wyrażania poglądów pozostaje jedną z podstawowych wartości demokratycznego państwa prawa. Internet nie może stać się przestrzenią, w której każda opinia rodzi ryzyko procesu sądowego. Wolność słowa nie jest jednak wartością absolutną. o ile publikowane treści wykraczają poza granice rzetelnej informacji, wprowadzają odbiorców w błąd lub prowadzą do wyrządzenia szkody, mogą uruchamiać mechanizmy odpowiedzialności przewidziane przez obowiązujące przepisy.Rosnąca popularność internetowych ekspertów pokazuje, iż zaufanie stało się dziś jedną z najcenniejszych walut gospodarki cyfrowej. Paradoksalnie właśnie dlatego odpowiedzialność za publikowane treści będzie miała coraz większe znaczenie. Nie dlatego, iż prawo próbuje ograniczać działalność twórców internetowych, ale dlatego, iż odbiorcy mają prawo oczekiwać, iż osoby występujące w roli ekspertów zachowają taki sam poziom staranności, jakiego wymagamy od specjalistów poza światem mediów społecznościowych. Autor: Jarosław ChałasPartner Zarządzający, Radca PrawnyKancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy Dowiedz się więcej: prawo własnośći intelektualnej

Idź do oryginalnego materiału